Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 02.XII.1973r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 02.XII.1973r.

1. Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz z wizytą w Marynarce Wojennej

2. LIDER

3. W PARYŻU

Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz z wizytą w Marynarce Wojennej

W RAMACH obchodów Dni Morza bawili w jednostkach Marynarki Wojennej I sekretarz KC PZPR Edward Gierek i prezes Rady Ministrów Piotr Jaroszewicz. Gościom towarzyszył minister Obrony Narodowej gen. broni Wojciech Jaruzelski oraz gospodarze terenu: I sekretarz KW PZPR w Gdańsku Tadeusz Bejm, przewodniczący Prezydium WRN Henryk Sliwowski i dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Ludwik Janczyszyn. Przebywając w Marynarce Wojennej Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz zwiedzili niektóre okręty i zapoznali się z tokiem służby i szkolenia bojowego marynarzy. W tym celu wyszli na morze i obserwowali wykonywanie zadań szkoleniowych przez okręty. Uczestniczyli m. in. w zanurzeniu okrętu podwodnego "Sokół". Z okazji zejścia pod wodę Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz poddali się tradycyjnemu ceremoniałowi "chrztu morskiego". I sekretarz KC PZPR i prezes Rady Ministrów odwiedzili także załogę niszczyciela "Warszawa", na którym obserwowali typowe dla sił nawodnych Marynarki Wojennej działania, jak np. zwalczanie okrętów podwodnych przy pomocy bomb głębinowych.

      I sekretarz KC PZPR wyraził duże uznanie kadrze i marynarzom biorącym udział w szkoleniu, którego był świadkiem. Również premier pochlebnie ocenił poziom wyszkolenia bojowego i postawę marynarzy. Wizyta I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka i premiera Piotra Jaroszewicza w Marynarce Wojennej jest dowodem znaczenia jakie kierownictwo Partii i Rządu przywiązuje do sprawy obronności kraju, do umacniania morskiej granicy państwa. Nas, marynarzy, cieszy niezmiernie wysoka ocena, jaką zyskała sobie Marynarka Wojenna w oczach najwyższych władz partyjnych i państwowych, wyrażana zresztą już niejednokrotnie, a potwierdzona w czasie ostatniej wizyty przywódców PRL. Napawa nas to dumą i mobilizuje do zwiększenia wysiłku w zaszczytnej służbie na straży Polskiego Morza, w pracy nad umacnianiem gotowości bojowej Marynarki Wojennej.

Kmdr por. Wł. RADZISZEWSKI

NA ZDJĘCIU: I sekretarz KC PZPR Edward Gierek i prezes Rady Ministrów Piotr Jaroszewicz przechdzą przed frontem okrętowej wart honorowej na pokładzie Niszczyciela "Warszawa"

Foto: bosm. sztab. St. Pudlik

SZTANDAR JEDNOSTKI

Podchorążowie I rocznika WSMW składają przysięgę na sztandar szkoły.

Młody rocznik podchorążych Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej tradycyjnie składa przysięgę na pokładzie okrętu.

NISZCZYCIEL ORP "Warszawa" zdobył w końcu ubiegłego roku miano najlepszego okrętu w klasie niszczycieli. Ten sukces został przez załogę solidnie wypracowany wzorową służbą i wzmożonym wysiłkiem szkoleniowym. Pisząc przed kilkoma miesiącami artykuł o tym niszczycielu opatrzyłem go tytułem: "Warszawa" - nazwa, która zobowiązuje". Jak wskazują fakty, stwierdzenie to znalazło pełne pokrycie. Z tą większą więc satysfakcją odwiedziłem ponownie okręt, aby porozmawiać z ludźmi, którzy pełnią na nim służbę, o ich dotychczasowych osiągnięciach.

Gdy poprosiłem zastępcę dowódcy okrętu do spraw politycznych o nazwiska ludzi
wyróżniających się, odpowiedział mi:
- Właściwie wszyscy zasługują w jednakowym stopniu na wyróżnienie. Pominięcie kogoś byłoby krzywdzące, gdyż każdy starał się jak mógł najlepiej przyczynić do zdobycia miana przodującego okrętu.
Jak się okazało, na początku ubiegłego roku organizacja partyjna i młodzieżowa zwróciły się z apelem do całej załogi, aby podjęła ona starania mające na celu uzyskiwanie jak najlepszych wyników szkoleniowych i utrzymywanie wysokiego stopnia gotowości bojowej. W tej atmosferze wzmożonego wysiłku wszystkie zadania programowe i specjalne okręt wykonał na ocenę bardzo dobrą, lub dobrą. Dla przykładu: strzelania artyleryjskie "Warszawa" wykonała na 5.
Szczególnie popisali się artylerzyści małego kalibru, którzy podczas ćwiczeń "Neptun-71" trafili bezpośrednio w "rękaw" holowany przez samolot, zasługując sobie na słowa uznania obserwującego to strzelanie ministra Obrony Narodowej, gen. broni Wojciecha Jaruzelskiego. Także artyleria głównego kalibru celująco wykonała swoje strzelania, uzyskując bezpośrednie trafienia do tarcz pozorujących okręty nawodne. Zadania z zakresu użycia broni podwodnej również wypadły na bardzo dobrze. Podobne noty uzyskano za szkolenie ogólno-wojskowe i z obrony przed środkami masowego rażenia.

Egzamin przeprowadzony przez specjalną komisję stwierdził wysoki poziom wyszkolenia załogi, jej wysoki stan moralno-polityczny, zaangażowanie i zdyscyplinowanie, typując "Warszawę" do miana najlepszego okrętu w klasie niszczycieli. Brany był przy tym pod uwagę całokształt działalności szkoleniowej, stan gotowości bojowej okrętu, utrzymania mechanizmów i uzbrojenia, zaangażowania załogi w pracach społecznych oraz szereg innych kryteriów kwalifikujących okręt do tego miana.

O wysokim stopniu wyszkolenia załogi ORP "Warszawa" oprócz bardzo dobrze wykonywanych zadań programowych i specjalnych, świadczyć może także fakt, iż w jej składzie znajduje się aż ośmiu mistrzów Marynarki Wojennej w różnych specjalnościach.
 Są to: st. bosm. Wiesław Kisiel, bosmat Mikołaj Kościuk, bosm. Józef Kosobucki, st. chór. Franciszek Rułkowski, st. bosm. Stanisław Flis, mł chor. mar.  Zdzisław  Michałek i bosm. sztab. Aleksander Sikorski.
Okręt posiada także piętnastu najlepszych specjalistów na szczeblu zespołu.

      Już po uzyskaniu sukcesu, jakim było otrzymanie miana najlepszego okrętu Marynarki Wojennej, ORP "Warszawa" odniósł drugie istotne zwycięstwo. Zajął on bowiem pierwsze miejsce w konkursie na najlepiej prowadzone przeglądy techniczne oraz utrzymanie sprzętu i mechanizmów. Największą w tym chyba zasługę miał dział elektromechaniczny, z którego w pierwszym rzędzie wymienić trzeba bosm. sztab. Franciszka Szeligę, drenażystę I klasy i szefa grupy drenażowej. Podoficer ten posiada także drugą specjalność - motorzysty, w której również zdołał zdobyć na stałe I klasę. Zasłużył się też niewątpliwie we wspomnianym konkursie bosm. Teofil Ługowski, maszynista kotłowy II klasy, członek PZPR oraz przedstawiciele innych działów, a w szczególności mł chor. mar. Zdzisław Michałek, dowódca działu chemicznego, aktywny członek PZPR i mistrz Marynarki Wojennej w specjalności chemika okrętowego, bosmat Roman Śliwiński, elektryk artyleryjski II klasy, czy cieśla okrętowy bosm. Józef Jakubczyk, który może się poszczycić posiadaniem I klasy w swej specjalności. Zresztą każdy niemal członek tego przodującego okrętu wniósł poważny wkład w uzyskanie pierwszego miejsca we wspomnianym konkursie.

Mówiąc o przodującej roli ORP "Warszawa" trzeba również wspomnieć, iż załoga jego zajęła pierwsze miejsce w zawodach sportowych zorganizowanych na szczeblu zespołu, w skład którego wchodzi. W konkurencjach uczestniczyło około 50 procent załogi, w tym również zespół reprezentujący kadrę okrętu. 3 stycznia odbyła się uroczysta inauguracja nowego roku szkoleniowego. Załoga ORP "Warszawa" przystąpiła do niego z zapałem, wskazującym na jej wysokie ambicje. Świadczy o tym wystosowanie na początku roku apelu skierowanego przez organizację partyjną i KMW do całej załogi o podejmowanie zobowiązań, mających na celu utrzymanie miana najlepszego okrętu Marynarki Wojennej również i w tym roku oraz uczczenie 30 rocznicy powstania PPR, 28 rocznicy PRL oraz wyborów do Sejmu.

     W dniu, w którym byłem na okręcie, do kabiny zastępcy dowódcy okrętu przychodzili marynarze, podoficerowie i oficerowie, przynosząc zobowiązania  grupowe i indywidualne. Dotyczyły one głównie podwyższenia kwalifikacji fachowych przez zdobywanie klas, drugich specjalności, kryteriów niezbędnych do uzyskania miana "Wzorowy Marynarz', względnie zdobywania tytułów Drużyn Służby Socjalistycznej. Podejmowano także zobowiązania dotyczące przepracowania pewnej ilości godzin w czasie wolnym na rzecz okrętu lub społeczeństwa, czy wreszcie oddania honorowo krwi.

Sądząc z dotychczasowych osiągnięć tego zgranego i ambitnego kolektywu, jakim jest załogaORP "Warszawa", jestem przekonany, iż "palmy pierwszeństwa" nie dadzą sobie łatwo odebrać... Będą czynić wszystko, aby ich okręt utrzymał rolę lidera w swej klasie.

kmdr  por.  Włodzimierz
RADZISZEWSKI

NA ZDJĘCIACH: 1- Wzorowi marynarze z tablicą przyznaną załodze za zajęcie pierwszego miejsca we współzawodnictwie o tytuł najlepszego okrętu w swojej klasie. 2- Niszczyciel ORP "Warszawa" przy nabrzeżu portu wojennego. 3- Dowódca działa st. mar Włdzimierz Herszel podaje komendy ogniowe. 4- Mistrz MW w specjalności dalmierzysty okrętowego - bosmamat Mikołaj Kościuk. 5- Sekretarz POP podczas roboczej narady z aktywistami. 6- Radiotelegrafista II klasy st. mar. Ryszard Kurczuk nagrywa radiowe informacje prasowe, które zostaną odtworzone w czasie audycji radiowęzła okrętowego.

Foto: WAF - St.Iwan

 

*          *          *

W PARYŻU

Tekst - kmdr por. Cz. Kuczyński, foto - bsm. Sztab. St. Pudlik

Czterodniowy pobyt zespołu naszych okrętów w Hawrze to krótki okres; w dniach rewizyty żyliśmy w ciągłym pośpiechu, bowiem jej program był bardzo urozmaicony. Poza oficjalnymi spotkaniami, składaniem wieńców pod pomnikiem poległych żołnierzy francuskich i na cmentarzu żołnierzy 1 Polskiej Dywizji Pancernej było wiele ciekawych wycieczek. Nasi gospodarze zrobili wszystko, by ułatwić nam zwiedzanie Hawru, stolicy Francji i jej pięknych zabytków.

TRZEBA przyznać, że Francuzi mają się czym pochwalić. Paryż jak magnes przyciąga tysiące ludzi z całego świata. Rocznie odwiedza go ponad półtora miliona turystów.
Zatłoczone samochodami i spowite spalinami miasto jest w dalszym ciągu międzynarodowym ośrodkiem kulturalnym i turystycznym, ośrodkiem mody i rozrywki.

      Nasza wycieczka do Paryża, składająca się z dwóch autokarów, wyruszyła w piątek, l czerwca. Znaną już nam trasą z podróży do Langonnerie ruszyliśmy w stronę Sekwany, ale po minięciu wiszącego mostu nad rzeką autokary skręciły w lewo. Po kilku minutach byliśmy już na autostradzie, której dwie proste, asfaltowe wstęgi łączą północną część kraju z południową. Drogę tę zbudowali Francuzi w ciągu kilku ostatnich lat. Francja w stosunku do innych wysoko rozwiniętych gospodarczo państw kapitalistycznych była poważnie zacofana w rozwoju sieci drogowej. Dopiero gwałtowny rozwój motoryzacji w latach sześćdziesiątych zmusił do modernizacji systemu komunikacji i budowy dróg szybkiego ruchu.

O tym, że autostrady poważnie usprawniają transport mogliśmy się przekonać naocznie. Sznur samochodów w jedną i drugą stronę mknie z szybkością ponad 100 kilometrów na godzinę. W północnej części kraju na autostradzie nie ma zbyt dużego ruchu. Częstotliwość przelotu pojazdów jest podobna jak i na naszych najbardziej ruchliwych drogach. Dopiero w okolicach Paryża odczuwa się jego nasilenie. Na jezdniach powstają czasami korki, mimo że wszystkie skrzyżowania autostrady z innymi drogami są bezkolizyjne.

      Po niecałych trzech godzinach podróży byliśmy już w Paryżu. Przejazd ulicami w kierunku polskiej ambasady, znajdującej się przy ulicy Saint Dominie, zabrał nam sporo czasu. Przez miasto jechaliśmy wzdłuż Sekwany, z północy na południe. Wąskie ulice Paryża i stare, kilkupiętrowe kamienice nie robią wielkomiejskiego wrażenia. Jedynie duże nasilenie ruchu kołowego przypominało, że jesteśmy na ulicach wielkiej metropolii.
Jadąc wzdłuż Sekwany mijaliśmy wiele mostów. Dojeżdżając do mostu Aleksandra III skręciliśmy w prawo, w kierunku Pałacu Inwalidów. Most Aleksandra III nosi tę nazwę, bowiem został zbudowany przez inżynierów rosyjskich. Podobno sprezentował go Francuzom car Aleksander III po wojnach napoleońskich. Swoim wyglądem do złudzenia przypomina jeden z mostów zbudowanych w końcu XIX wieku na Newie w Leningradzie.

      Na dziedzińcu ambasady polskiej w Paryżu przywitał nas II sekretarz ambasady tow. Janiec, który będąc hobbystą - znawcą zabytków tego miasta, zaofiarował nam swoje usługi jako przewodnik. Dzięki jego uprzejmości marynarze nasi mogli wiele się dowiedzieć o zabytkach Paryża. Przez trzy dni tow. Janiec oprowadzał nas wytrwale, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni i tą drogą składamy mu jeszcze raz serdeczne podziękowanie.

      Zwiedzanie Paryża zaczęliśmy od gmachu polskiej ambasady. Mieści się ona w zabytkowym budynku, niedużym, ale ładnym pałacyku, zakupionym przez rząd polski jeszcze w okresie międzywojennym. Wnętrza budynku, sala przyjęć i poszczególne saloniki są bogato zdobione. Niektóre podobne są do salonów pałacu w Wilanowie. Polska ambasada posiada najładniejszy budynek ze wszystkich ambasad znajdujących się w Paryżu.

      Następnie zwiedzamy Pałac Inwalidów, w którym mieści się muzeum wojskowe Francji - odpowiednik Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie. Na dziedzińcu pałacu robimy pamiątkowe zdjęcia i "rozsypujemy" się po rozległych komnatach; zwiedzanie muzeum odbywało się indywidualnie. Zbiory muzealne w Pałacu Inwalidów są bardzo bogate. Z braku czasu zaczynamy zwiedzanie ekspozycji tylko od okresu wojen napoleońskich, zwiedzamy grób Napoleona i mały zabytkowy kościółek, gdzie wśród zdobytych sztandarów znajdują się również trzy angielskie, zdobyte przez polskich szwoleżerów pod Samosierrą.
Potem jedziemy w kierunku dzielnicy łacińskiej. Teraz zatłoczone ulice są naszym sprzymierzeńcem, bo w czasie wolnej jazdy i licznych postojów o wiele więcej można zobaczyć. Ale z drugiej strony wzmożony ruch utrudnia nam realizację planu wycieczki. Dlatego też nie zatrzymujemy się w każdej dzielnicy. Paryż oglądamy głównie przez okna samochodu, a objaśnień udziela nam przewodnik.
Autokar bardzo wolno posuwa się ulicą Saint Germain. Po prawej stronie mijamy ruiny rzymskich łaźni. Budowali je inżynierowie w 52 roku przed naszą erą. Dalej oglądamy budynki jednego z najstarszych uniwersytetów świata - Sorbony. W dzielnicy tej obok Sorbony mieszczą się i inne wyższe uczelnie Francji, jak: College de France, (uniwersytet, w którym profesorem był Adam Mickiewicz), Ecole Normale Superieure (politechnika), Conservatorie National Superieure de Musiąue oraz liczne instytuty instytuty naukowe. Widzieliśmy również bibliotekę Świętego Ludwika, w której kustoszem był również A. Mickiewicz. Docieramy do Notre Damę, jednej z najstarszych i najwspanialszych świątyń w Europie. Stoi ona na jednej z wysepek, .noszącej nazwę Cite, powstałych między dwiema odnogami Sekwany. Monumentalny gmach katedry, zbudowany przed 700 laty, robi na zwiedzających niezapomniane wrażenie. Zewnętrzne ściany budynku wypełnione są płaskorzeźbami świętych. Kiedyś służyły one jako materiał poglądowy do nauczania religii, dziś są przedmiotem zainteresowań tysięcy turystów.
      Zwiedzamy wnętrze katedry, oglądamy mieniące się barwą tęczy witraże oraz gotyckie strzeliste łuki sklepień, zabytkowe obrazy oraz rzeźby na ołtarzach.
      Przed nami jeszcze centrum wschodniej strony Paryża. W tym miejscu pomiędzy Sekwaną a ul. Riyoli mieści się najładniejsza część miasta. Tam znajduje się Luwr - dawny pałac królewski, dziś Muzeum Narodowe, wraz z najładniejszym parkiem Tuileries. Przed Luwrem tylko na chwilę zatrzymujemy autokar dla zrobienia zdjęć pamiątkowych i podziwiamy piękną zewnętrzną architekturę gmachu. Na ścianach płaskorzeźby osób najbardziej zasłużonych dla Francji. Wśród nich jest marszałek Napoleona, książę Józef Poniatowski. Jadąc dalej mijamy plac Zgody, na którym w czasie wielkiej rewolucji francuskiej zbudowano potężną gilotynę i ścinano głowy. Potem, po rewolucji, dla szybszego zapomnienia o tych wydarzeniach, nazwano go placem Zgody i nazwa ta pozostała do dzisiaj.
      Od dłuższego czasu jesteśmy już na zachodnim brzegu Sekwany. Lewobrzeżny Paryż -w stosunku do prawobrzeżnego jest bardziej reprezentacyjny. Tam znajdują się liczne pałace, włącznie z pałacem prezydenckim na Polach Elizejskich, mieszczą się ministerstwa, luksusowe hotele, sklepy i restauracje. Na ich zwiedzanie nie możemy pozwolić, bo w planie mamy jeszcze zobaczyć Łuk Triumfalny, Marsowe Pola razem z wieżą Eiffla oraz Wersal.

Pola Elizejskie to najbardziej reprezentatywna ulica Paryża, odpowiednik naszej Marszałkowskiej w Warszawie. Tam odbywają się większe zgromadzenia ludności z okazji świąt państwowych i parady wojskowe. Teraz zatłoczona jest samochodami. Pięć strumieni pojazdów mechanicznych w jedną i tyleż w drugą stronę sunie z szybkością wozów o konnym zaprzęgu. Co chwila stoimy i czekamy na rozładowanie korków. Mimo zamkniętych okien spaliny drażnią nozdrza. Miała rację pani Ewa - małżonka attache Wojska Polskiego płka E. Bugaja - która skarżyła się na Paryż. Miasto to jest nadzwyczaj uciążliwe dla ludności. Na pewno przeciętny śmiertelnik nie ma tam łatwego życia. Nasz kierowca, mimo swojego zawodowego doświadczenia, niemało się natrudził, aby wydostać się z centrum miasta.