Dziennik Bałtycki nr 162 - 02-04.08.1985r.

Dziennik Bałtycki nr 162 - 02-04.08.1985r.

ORP "Warszawa" na poligonie

ZE snu wyrywają mnie dzwonki. Budzę się i z wysokości górnej koi obserwuję zadziwiającą pustkę jaka zapanowała w zawsze pełnej ludzi kabinie nr 17 na ORP "WARSZAWA", gdzie zaokrętowałem kilka dni temu. Słychać tylko zza drzwi stukot butów i monotonne dudnienie dobiegające z okrętowej maszynowni. Nad moją głową biegają niesforne karakony. Złażę na podłogę i wdziewam ciężkie marynarskie buty. Właśnie ogłoszono alarm manewrowy. Okręt mija portowe główki. Załoga obsadziła stanowiska. ORP "WARSZAWA" obrał kurs wprost na morski poligon...

TAK rozpoczyna się ten lipcowy dzień, na który wszyscy czekali i do którego tak dokładnie przygotowywano się na okręcie. Załoga, a w szczególności moi "współspacze" z kabiny, na kilkanaście godzin przed wyjściem z portu byli dosłownie podekscytowani. Strzelanie rakietowe i artyleryjskie to wielkie wydarzenie dla wszystkich członków tego marynarskiego kolektywu. Sprzęt rakietowy i artyleryjski przygotowano bardzo starannie. Teraz właśnie następują chwile, kiedy zapina się całość na przysłowiowy ostatni guzik. Wychodzą na pokład zaczerpnąć świeżego powietrza. Po drodze obserwuję pracowitą krzątaninę specjalistów obsługujących rakiety. Pot leje się z nich obficie, gdy sprawdzają najdrobniejsze nawet szczegóły.
Wędrują w ostro przygrzewającym słońcu na główne stanowisko dowodzenia. Dowódca okrętu kmdr por. Jerzy Wójcik ogłosił właśnie alarm bejowy. "WARSZAWA" znalazła się w rejonie wykonywania strzelania. Nie był to jeszcze czas na ot warcie ognia. Za naszym okrętem idzie tym samym kursem okręt Ludowej Marynarki Wojennej NRD "ROSTOCK". Za nim radziecki niszczyciel rakietowy. Nie jesteśmy sami. Zaraz po ORP "WARSZAWA", strzelać będzie "ROSTOCK". Potem strzelanie rakietowe wykonywać będą towarzysze radzieccy.

NA "WARSZAWIE" dokonano ostatniej odprawy przed wykonaniem zadania. Na stanowiskach bojowych marynarze z niecierpliwością czekają na komendy. Ich dowódcy jeszcze raz przypominali o dokładności i uwadze podczas wykony­wania obowiązków. Pozornie okręt zamiera w wielkim skupieniu. Tylko bryzgi wody rozbijającej się o dziób w pełnym słońcu są namiastką swoistego dynamizmu, który, jak dobrze przygotowany mechanizm wprowadzi zaraz w ruch łudzi i urządzenia.

I zaczęło się! Jesteśmy na kursie bojowym. Krzyżują się meldunki i komendy wydawane z GSD. Obsługi skupione są przy swoich stanowiskach.
- Jest cel! - pada meldunek. Rakiety, jak po słuszne groźne zwierzęta powoli wysuwają się z hangarów. Znalazły się na prowadnicach. Zameldowano gotowość do odpalenia. Cel znalazł się w ich zasięgu. Dowódca rzuca przez mikrofon krótkie, oszczędne w słowa komendy. Rakiety skierowano na ceł. Operatorzy zwijają się jak w ukropie.
I wreszcie jest ta najważniejsza chwila. Wyrzut nią zagrzmiała. Rakieta zdaje się zaraz upaść w morze, pracuje jednak dobrze jej silnik. Lśniący w słońcu korpus nabiera wysokości by zniknąć na horyzoncie, i nagle... ogromny pomarańczowy błysk!
- Rakieta w celu!

Wyrzutnia grzmi po raz wtóry. Druga rakieta również niszczy cel. Następuje chwila ogromnej ciszy i... wielka radość. Oficerowie i marynarze, cała załoga składa sobie nawzajem gratulacje.
Nie jest to jeszcze koniec poligonowych zajęć. Zadania otrzymała także wieża dział głównego kalibru dowodzona przez st. chor. mar. Tadeusza Iwańskiego, wielokrotnego mistrza Marynarki Wojennej w specjalności artylerii okrętowej, wyróżnionego wpisem do Honorowej Księgi Czynów Żołnierskich.

Rakiety w celu

Adam Schmidt

Do boju gotowa jest także wieżo średniego kalibru dowodzona przez bosmana Krzysztofa Sylwestrowicza. Znów komendy... Na horyzoncie jest już holownik z tarczami. Do wieży głównej i centrali dotarła oczekiwana od kilku minut komendo do rozpoczęcia strzelania. Taką samą - przekazał swoim podwładnym dowódca wieży. Na podnośnikach w przedziałach bojowych pojawiły się pociski i ładunki prochowe.
,  - Działa załadować ! -pada komenda. Następuje salwa. W wieży załadowano już kolejne pociski i ładunki prochowe do komór nabojowych na podajniki. Następuje druga salwa. Okręt drży. Pociski lądują w tarczy.
ZACZYNA się popis strzelecki wieży średniego kalibru - armaty kaliber 45 dowodzonej przez bosmana Sylwestrowicza. To strzelanie obserwuję z rufy okrętu. W zachodzącym słońcu widać jak różowawe świetliki pocisków lecą wprost do tarczy. Następuje wstrzelanie się w cel. Obydwa strzelania zostają wykonane na piątkę i to z dużym plusem, Z GSD pada komenda: - zasłonę dymną, czas 5 minut postawić!
Uwijaja się marynarce na rufie. Zółtawo-zielonkawy dym kładzie się nisko na falach zaraz za rufą okrętu.
Kończy się zwykły pracowity dzień morskiego poligonu. Następuje odbój alarmu bojowego.
Wędruję z powrotem do kabiny nr 17, Są już w niej moi współlokatorzy Przez bulaj obserwuję wspólnie z st. chór. mar. Tadeuszem Iwańskim bosmanem Krzysztofom Sylwestrowiczem efekt ich strzeleckich popisów. Holowane tarcze wygłądają niczym sito. Pełno trafień w obydwu tarczach. Dowódcy obu wież są więcej niż zadowoleni z efektów swojej roboty.
- Strzelanie jak widać wykonano bardzo dobrze - mówi st. chór. mar. T. Iwański. - Jest to zasługą świetnego zgrania całej obsady mojej wieży. Kolektywny wysiłek wszystkich dał świetny efekt w postaci tylu trafień do celu.
- Z mojej obsady najbardziej wyróżnili się dzisiaj celowniczowie: st. mar. st. mar.: Grzegorz Królikowski i Adam Bernęcik - dodaje bosman K. Sylwestrowicz. Udaję się do kabiny rakietowców. Tutaj przy herbacie rozmawiam z chor. sztab. mar. Henrykiem Ilisem, który od 15 już lat służy na "WARSZAWIE". Było to już któreś tam z kolei bardzo dobrze wykonane strzelanie rakietowe.