Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 25.VII.1982r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 25.VII.1982r.

Na stanowiskach bojowych działu obserwacji technicznej, położonych tuż obok kabiny nawigacyjnej i głównego stanowiska dowodzenia "Warszawy" znajdują się stacje radiolokacyjne. Niektóre z nich umieszczono w innych pomieszczeniach. Przy ich pomocy dokonuje się obserwacji powietrznej, nawodnej i podwodnej. Sprzęt elektroniczny, trudny w obsłudze, precyzyjny i delikatny. Wymaga znakomitych specjalistów i "złotych", delikatnych rąk.

      KOŃCZY SIĘ właśnie pierwsza godzina wachty, trzymanej dwuzmiennie, systemem burtowym. Napięcie panuje tutaj duże. Słychać szum pracujących urządzeń, obsługują je marynarze. Prócz tego, że stanowiska obserwacji  technicznej  dostarczać powinny wszelkich niezbędnych informacji w systemie ciągłym na GSD, to również spełniają niejako rolę "banku informacji". Tuż przy wejściu do pomieszczenia, ze słuchawkami na uszach, siedzi dowódca działu, a jednocześnie burty bojowej swoich specjalistów, kmdr ppor. Henryk Haładuda. Oficer ten swą wiedzą i życzliwym stosunkiem zdobył sobie wielki szacunek i uznanie nie tylko u bezpośrednich przełożonych, lecz i reszty załogi. Kmdr ppor. Henryk Haładuda ukończył Wyższą Oficerską Szkolę Radiotechniczną w 1968 r. Po promocji skierowany został - na własną prośbę - do Marynarki Wojennej, a ściślej do zespołu okrętów desantowych, gdzie został flagowym specjalistą radiolokacji.

Tam też Poznałem go przed dziesięciu laty, gdy rozpocząłem swoją zawodową służbę wojskową nawiązaliśmy kontakty towarzyskie i przyjacielskie. Komandor interesował się wówczas niezmiennie probltematyką morską, z którą przecież - na poważnie - zetknął się dopiero z chwilą założenia oficera naszego rodzaju sił zbrojnych. Pragnął uzupełnić wykształcenie: "Albo jestem oficerem z okrętów, albo nie!" - powiadał, z zapałem studiując nawigację, astronomię i wiedzę okrętową. Dostać się do Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej nie mógł, bo oficerowie na studia I stopnia tam nie trafiają...Skierowany został zatem do Wyższej Szkoły Morskiej, na Wydział Nawigacyjny. Nauka w trybie zaocznym szła mu znakomicie, uzyskiwał najwyższe oceny, w wielu przedmiotach specjalistycznych był niejednokrotnie o wiele lepszy nawet od tych, którzy ponoć urodzili się już... z szumem fal w uszach. Pracę końcową, napisaną z zakresu technologii przewozów morskich, obronił na ocenę bardzo dobrą. Podobnie "oceniono" całe studia. Przed ich ukończeniem jednak komandor przeniesiony został służbowo na nowe stanowisko - objął dział obserwacji technicznej na ORP "Warszawa". Po roku odbył 6-miesięczny staż jako z.d.o., pełniąc równocześnie obowiązki dowódcy działu. Kmdr ppor. H. Haładuda nie ma czasu na rozmowy. Na blankiecie notuje jakieś cyfry, wykrzykuje sygnały i polecenia w przestrzeń pomieszczenia bojowego i sąsiadującej kabiny nawigacyjnej. Wachta - to kilkunastu pracujących tu ludzi. Zbierają informacje płynące tu ze wszystkich stanowisk. Każda z informacji przekazana zostaje natychmiast do właściwego adresata, zwłaszcza na GSD lub do mesy oficerskiej, gdzie nanosi się sytuację na mapy i diagramy oraz wyciąga z niej wnioski do dalszych działań bojowych. O precyzję tego przepływu wiadomości dba dowódca bojowego centrum informacji chór. mar. Ludomierz Karczewski - specjalista I klasy, mający srebrną odznakę "Wzorowy Dowódca". Czuwa przy planszecie, na którym nanoszona jest sytuacja powietrzna w rejonie działania. Komandorowi asystuje młody oficer, który w rejs wypłynął w celu doskonalenia umiejętności. Jest to dowódca działu artyleryjskiego z KTR-432, ppor. mar. Mirosław Danielewicz, Który przy okazji zamierza zdać obowiązujące egzaminy z radiolokacji u flagowego specjalisty (pod koniec rejsu zamierzenie to stało się faktem).

Na jednym ze stolików widnieje nakres manewrowy. Obsada działu w razie potrzeby błyskawicznie wlicza manewr antykolizyjny. Są w tym zakresie wyszkoleni bezbłędnie. Przy stoliku tym zasiedli dwaj planszeciści. St. mar. Tomasz Stasiak pochyla się do mikrofonu i przekazuje co chwilę kolejne informacje. Utrzymuje on łączność ze wszystkimi stanowiskami. Ten marynarz, wyróżniający się w załodze, zakwalifikował się do finału telewizyjnej Wielkiej Gry w dziedzinie "nieco" odbiegającej od elektroniki czy okrętownictwa, a mianowicie - starożytnych i nowożytnych olimpiad sportowych. Przy nim jest st. mar. Krzysztof Torba, wykazujący w działaniu dużą aktywność, liczący - gdy zaistnieje konieczność - elementy ruchu celu. Przy urządzeniach radiolokacji zastajemy mar. Kazimierza Sałudę i mar. Pawła Irzykowskiego - operatora i planszecistę. Na GSD działa również operator mat Andrzej Piętak, obsługujący radar nawigacyjny. Wszyscy oni są specjalistami wysokiej klasy, lecz w wielu wypadkach pomaga im inżynier działu, ppor. mar. Wiesław Zalega, młody oficer, ale już o wysokich kwalifikacjach.



Przenosimy się do niżej położonych pomieszczeń... Tam działa grupa hydroakustyków, z matem Andrzejem Jasiną na czele. Przy nim znajduje się mar. Wiesław Kowalewski, hydroakustyk. Przygotowują się do faktycznego poszukiwania okrętu podwodnego. Za kilkadziesiąt minut alarm okrętowy będzie sygnałem rozpoczęcia zadania. Podporą tej grupy jest st. mar. Mikołaj Gierasimiuk, specjalista I klasy i wzorowy marynarz ze srebrną odznaką.

      Kolejną już godzinę przy żmudnej obserwacji spędza st. bosm. Ryszard Strom, dowódca grupy stacji obserwacyjnej, i st. mar. Bogusław Zoch z II klasą. Na stanowisku wachtowym jest również dowódca drużyny operatorów stacji artyleryjskiej, mat Krzysztof Kurczek.

      To, naturalnie, tylko jedna burta bojowa, nie zaś cały skład działu obserwacji technicznej. A ten ma na swoim koncie wiele służbowych osiągnięć. Podstawowe - to bezawaryjność pracy urządzeń obserwacji technicznej oraz doskonała ich obsługa. Bez tego nie byłoby co wspominać o zdobyciu przez kadrę i marynarzy z działu miana Działu Służby Socjalistycznej już po raz drugi z rządu, o wykonaniu przez nich zadań programowych na najwyższe oceny, o dyscyplinie i codziennej żmudnej pracy, która - w efekcie, tutaj, na pełnym morzu, w warunkach maksymalnie zbliżonych do autentycznych - daje właściwe efekty.
Dział i- to przede wszystkim (jak stwierdza jego dowódca) - zgrana grupa ludzi znakomicie rozumiejących się w każdej sytuacji, kształtujących w swym gronie wspaniałe stosunki koleżeństwa i współpracy. Kmdr ppor. H. Haładuda z przyjemnością opowiada o swoich ludziach i ich pracy, choć sam jest utalentowanym organizatorem i wychowawcą: w ciągu kilkunastu dni pobytu "Warszawy" na morskich poligonach mogłem się o tym przekonać.
Wkrótce do wejścia na stanowiska przygotowywać się będzie kolejna zmiana wachtowa. Znajdą się w niej m.in.: st. bosm. Janusz Bobiński - specjalista z I klasą, bosm. Konrad Zblewski - dowódca drużyny operatorów, st. mar. st. mar. Wiesław Hąbek, Adam Paruch, mat Sławomir Rzepka oraz mar. Karol Przybylski. W tej chwili odpoczywają i nabierają sił. Nieczęsto się to zdarza, bo bywa, iż odpoczynek przerwany jest alarmem, który na okręcie jest najwyższym obowiązkiem.

Pod koniec zmiany na stanowisko dowodzenia działem przychodzi oficer flagowy.
- To doskonały dział - mówi. - Wyszkolony na najwyższym poziomie.
Marynarze z ulgą witają dzwonek. To zbiórka kolejnej zmiany...

kpt. mar. Andrzej KUCZERA

NA ZDJĘCIACH (powyżej): 1. Dowódca działu obserwacji technicznej niszczyciela rakietowego ORP "Warszawa", kmdr ppor. Henryk Haładuda; 2. - St. chor. mar. Ludomierz Karczewski wraz ze st. mar. Tomaszem Stasiakiem nanoszą na planszet
sytuacją powietrzną; 3 - Planszecista st. mar. Krzysztof Torba podczas wachty;
4-"Warszawa" wielokrotnie wykonywała poszukiwanie okrętów podwodnych. Można było polegać na doskonałym opanowaniu specjalności przez dowódcę grupy obserwatorów hydrolokacji, którym jest mat Andrzej Jasina; 5 - Mat Sławomir Rzepka obsługuje stację radiolokacyjną.
Foto - bosmat Piotr Widalski (5), M. Kluczyński (1)