Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 01.III.1981r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 01.III.1981r.

W 1980 roku w gronie najlepszych okrętów Marynarki Wojennej znalazł się niszczyciel rakietowy "Warszawa". W czasie minionego roku szkoleniowego załoga tego okrętu osiągnęła znakomite wyniki pod każdym względem, punktacja więc - bo w ten właśnie sposób odbywają się eliminacje do finału walki o tytuł najlepszego - pozwoliła "Warszawie" znaleźć się w czołówce. Punktacja punktacją - powiadają członkowie załogi niszczyciela - ale jakoś tak niezręcznie jest nam stawać w jednym szeregu na przykład z kutrem torpedowym. Jest na nim "odrobinę" mniej załogi, inne są warunki zdobywania kolejnych osiągnięć w całorocznej służbie. Małe załogi łatwiej zgrywają się ze sobą, często harmonijnie j układają się wszystkie elementy okrętowej służby. W konsekwencji więc łatwiej jest zdobyć odpowiednią ilość punktów na mniejszej jednostce.
ORP "Warszawa" jednak, będąc największą jednostką bojową MW, lekko przeszła poprzeczkę - i to można przypisać załodze jako niezwykłe osiągnięcie.

rytmy młodych

I

Wejście załogi w rok 1980 było bardzo trudne. Sylwester spotkał okręt w czasie remontu stoczniowego. Urządzenia były rozbebeszone. Maszyny konserwowane i przeglądane. Pośpiech nie był potrzebny i wskazany - błędy popełnione przy remoncie, później, w czasie eksploatacja, potrafią zemścić się stokrotnie.
      W każdym razie w styczniu ub. r. załoga "Warszawy" realizowała zadania remontowe. Miała jeszcze przed sobą wiele czasu na zakończenie .prac. Wszystko szło jak należy, harmonogram bezbłędnie regulował tok wszystkich przedsięwzięć. Całością kierował dowódca działu elektromaszynowego, znakomity fachowiec kmdr ppor. Marian Wróblewski.
      Pewnego dnia jednak dowódca okrętu, kmdr por. dypl. Jerzy Wójcik, wezwany został w trybie natychmiastowym do sztabu MW. Tam powiadomiono go, że remont okrętu MUSI zostać przyśpieszony. Czekają ważne zadania, którym sprostać może tylko "Warszawa".
      Dalsze prace stoczniowe poczęły przebiegać w szybszym tempie. Nie można było niczego pominąć, o niczym zapomnieć

II

      W tym momencie wkroczyła organizacja młodzieżowa, której pomoc była bardzo pożądaną. Wówczas potrzebna była mobilizacja ich do dalszego wysiłku. Tym bardziej że ponad połowa załogi była młoda, jeszcze niedoświadczona. Pracowała wobec tego słabiej. 

Aktywiści rzucili hasło:
"Nie ma rzeczy niemożliwych do zrealizowania". Zaczął się wyścig z czasem.
Poszczególne działy okrętowe doprowadzały wszystko do porządku. Dział artyleryjski dowodzony przez kmdra ppor. mgra Jerzego Zembrzuskiego musiał być wkrótce gotów do strzelań kontrolnych. Niezwykłą aktywnością w tym dziale wykazali się m. in.: chor. mar. chór. mar. Tadeusz Iwański, Józef Kosobudz-ki, Roman Śliwiński czy Wieslaw Kisiel.

      Organizacja młodzieżowa wiedziała, że przed okrętem nie ma alternatywy "albo--albo". Remont musiał być zakończony szybko i dokładnie. Dowódca okrętu stale mobilizował swoich podwładnych do działania. Dobre efekty zachęcały do dalszej, wzorowej pracy.
      Wreszcie można było wyjść z basenu portowego na pełne morze i podsumować skrócony o miesiąc remont. Potwierdzone oszczędności wyniosły 170 min zł. Remont przebiegł szybciej niż w wyspecjalizowanych stoczniach radzieckich.
      Maszyny pracowały doskonale. Techniczne strzelanie rakietowe wypadło bardzo dobrze. Wszystkie mechanizmy i urządzenia pracowały sprawnie. Załoga nie była jeszcze przeszkolona w wystarczającym stopniu, lecz ludzie uczyli się bez przerw. Termin zadania został postawiony.

III.

Nie zdążyli jeszcze okrzepnąć, otrząsnąć się po stoczniowym huku. Nie zdążyli zdać pierwszych zadań programowych. Już jednak pod burta pojawiły się samochody zaopatrzeniowe, zaopatrując jednostkę przed rejsem.
      Organizacja młodzieżowa, kierowana wówczas przez st. mar. Leszka Grallę, nadal czynnie uczestniczyła we wszystkich przedsięwzięciach. Aktywiści dawali przykład wzorowej dyscypliny, pracowitości, rzetelności w wykonywaniu obowiązków. Przez pewien czas zastępował Gralle obecny przewodniczący, st. mar. Arkadiusz Szczepaniak, wzorowy marynarz, znakomity specjalista, zastępca członka Komitetu Partyjnego Marynarki Wojennej.
      I już byli na morzu, wchodząc w skład zespołu szkoleniowego, złożonego z jednostek bojowych i pomocniczych MW PRL, FB ZSRR i LM NRD.
      Bardzo trudne warunki, w jakich okręt wykonywał wszelkie zadania, nie ułatwiały wcale uzyskiwanie dobrych ocen. Pomagały jednak w konsolidacji załogi, zgrywaniu się stanowisk, hartowaniu ducha i ciała.

Niedługo  potem odbyła się, druga "tura" ćwiczeń.  "Warszawa" po uzupełnieniu zapasów znów znalazła się. na morzu.

I wówczas posypały się znakomite wyniki. Nasz niszczyciel uzyskał miano najlepszej jednostki artyleryjskiej - strzelanie do nisko lecącej rakiety było ukoronowaniem działalności artylerzystów.
Liczyli wówczas na chwilę przerwy..

NA ZDJĘCIACH: l - Chór. mar. Tadeusz Iwański czuwa, aby obsada wieży dokładnie przekonserwowała urządzenia artyleryjskie. Nz.: obsada w czasie czyszczenia luf. 2 - Bosman okrętowy, bosm. szt. Józef Jakubczyk, włożył wiele pracy w przygotowanie okrętu do wszystkich zadań. Nz.: dokonuje zamocowania kotwicy. 3 - W gronie najlepszych marynarzy "Warszawy" w 1980 roku znaleźli się m.in.: mat Jan Bar-toszewicz, mat Karol Juszkowski i st. mar. Włodzimierz Gębczyński. 4 - Dowódca niszczyciela ORP "Warszawa", kmdr por. dypl. Jerzy Wójcik.

IV.

      Niestety, trzeba było jeszcze na nią poczekać. Zakończenie ćwiczeń i powrót do macierzystej bazy zazębił się z następnym, ważnym zadaniem. Po 7 godzinach postoju, który przeznaczony został na uzupełnienie zapasów, okręt rzucił cumy.
      II dni przebywał na poligonie, gdzie wykonywał strzelania rakietowe. Ocenione zostały bardzo wysoko.
      Dotychczas bezawaryjnie pracujące mechanizmy musiały zostać po powrocie przejrzane i przekonserwowane.
Jak dotychczas, najaktywniej pracowali w dziale elektromaszynowym: por. mar. Tomasz Świderek, dowódca grupy elektromotorowej, chor. mar. Mieczysław Warchoł, st. bosm. Jan Rusin czy bosm. Andrzej Kapuściński.
      Czerwiec przyniósł kolejna imprezę - była nią X rocznica podniesienia bandery na ORP "Warszawa". Przygotowaniem uroczystości, spotkań, imprez kierował zastępca dowódcy okrętu ds. politycznych, kpt. mar. Bogdan Juźwik. Rocznica ta również mocno obciążała załogę, nie dając ani chwili wytchnienia. Ale... choć na chwilę wstrzymana została działalność typowo bojowa, więc z.d.o., kmdr ppor. Kazimierz Synawa, doświadczony oficer, na którego barkach spoczywa całe szkolenie, mógł chwilę odsapnąć. Niedługo jednak...

V.

Znów na morzu. "Warszawa" oddała cumy, by tym razem reprezentować nasz kraj. Siły Zbrojne PRL za granicą. Rejs do stolicy Finlandii, Helsinek, był - jak każdy rejs do obcego portu - trudny, wymagał intensywnych przygotowań
      Z marszu, po powrocie z wizyty, niszczyciel natychmiast włączony został do zespołu okrętów, biorących udział w ćwiczeniach "Braterstwo Broni 80".
Załoga okazała się kolektywem dojrzałym do wykonywania poważnych zadań okrętu.

      Okręt uznany został za jeden z przodujących, zaś jego dowódca, kmdr por. J. Wójcik, odznaczony został medalem NRD "Braterstwo Bronii".

Wkrótce po tym "Warszawa" musiała znów przybrać wygląd odświętny: na jej pokładzie bowiem, we wrześniu 1980 r., odbyła się promocja słuchaczy V roku Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej. Wreszcie okręt wyszedł na ostatnie w roku ważne zadanie zespołowe, za które uzyskał najwyższe oceny - i dopiero wtedy można było pomyśleć o zdobywania tytułu najlepszego...

VI.

      I wówczas również ostro włączyła się organizacja młodzieżowa. We wrześniu odbyły się wybory, z nowymi więc siłami aktywiści ruszyli do "ataku" na ostatnia w roku "przeszkodę". Swoje programy realizowały trzy koła okrętowe, kierowane przez: pokładowe - st. mar. Romana Frankowskiego, działu artyleryjskiego - st. mar. Pawia Golika i działu elektromaszynowego - mata Józefa Zaperta. Do nowego zarządu koła organizacji weszli jeszcze: ppor. mar. Bodgan Kacprowicz, st. mar. Andrzej Gach, st. mar. Tadeusz Kirzanowski, st. mar. Henryk Swiercz i bosmat Andrzej Jankowski.

Dzięki m. in. ich aktywnej działalności organizacja młodzieżowa, która skupia 60 proc. załogi, i nie zrzeszeni - wszyscy - wykazali ogromną wolę wzorowej służby, efektywnej pracy. Pomagał im sekretarz organizacji partyjnej por. mar. Mikołaj Kościuk.
      W intensywnej pracy i służbie "zrodzili się" najlepsi wśród załogi. To matowie: Karol Juszkowski, Jan Bartosiewicz i Dariusz Drzeżdżon.
      Ostateczne oceny, jakie otrzymał okręt od komisji Marynarki Wojennej, były bardzo wysokie. Zakwalifikowały one "Warszawę" do grona najlepszych.

I wreszcie mogli odetchnąć i powiedzieć sobie: "Jeszcze nie było takiego roku".

kpt. mar. Andrzej KUCZERA