Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 18.IX.1977r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 18.IX.1977r.

PROMOCJE...

      W dniu dzisiejszym w Gdańsku, u stóp pomnika Bohaterów Westerplatte, odbędzie się kolejna promocja absolwentów Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej oraz przysięga najmłodszych, rozpoczynających dopiero studia podchorążych i kadetów.
      Co roku, nowe zastępy oficerów zasilają załogi naszych okrętów i przystępują do wykonywania odpowiedzialnych zadań szkoleniowych i wychowawczych. Każda promocja jest więc wydarzeniem ważnym dla Marynarki Wojennej, przysparzającym jej doskonale przygotowanych do swego zawodu specjalistów służby na morzu. Pierwsza w dziejach ludowej Marynarki Wojennej promocja odbyła się przed 28 laty, w 1949 r., na Oksywiu. Szlify oficerów marynarki otrzymali wówczas kursanci - oficerowie i podoficerowie wojsk lądowych, którzy w 1946 r. rozpoczęli naukę w murach Oficerskiej Szkoły Marynarki Wojennej. Oto jak pisał o tej uroczystości ówczesny sprawozdawca w "Morzu i Marynarzu Polskim". "W końcu września br. odbyła się pierwsza po wojnie, uroczysta promocja w Oficerskiej Szkole Marynarki Wojennej, której dokonał osobiście Minister Obrony Narodowej, Marszałek Żymierski. Uroczystość ta połączona została z przysięgą młodego rocznika... Na plac alarmowy, na którym ustawiły się w czworoboku oddziały podchorążych, marynarzy i lotników, przybyła tłumnie ludność Wybrzeża, aby wziąć udział w tej niecodziennej uroczystości"...
      Odtąd nasza kuźnia oficerskich kadr - morska Alma Mater - systematycznie co roku wypuszcza ze swych murów określoną liczbę młodych oficerów. Są oni bardzo starannie przygotowywani do pełnienia zaszczytnego zawodu oficera marynarki. Uczelnia dysponuje odpowiednimi do tego celu warunkami. Po przekształceniu jej w latach 1955- 1957 w uczelnią typu wyższego, rozbudowana została znacznie jej baza naukowo - szkoleniowa, udoskonalona organizacja oraz podniósł sit; poziom jej kadry naukowo-dydaktycznej. Wielu wykładowców już się doktoryzowało i habilitowało, znajdują się w ich gronie także docenci i profesorowie. Wyższa Szkoła Marynarki wojennej im. Bohaterów Westerplatte, posiadająca status uczelni typu akademickiego, zapewnia nie tylko wysoki poziom swoim absolwentom, lecz także umożliwia przez organizowanie rozmaitych kursów podnoszenie wykształcenia oficerom z okrętów i jednostek Marynarki Wojennej. Można więc bez przesady stwierdzić, iż WSMW wniosła istotny wkład do podniesienia poziomu wykształcenia kadry zawodowej Marynarki Wojennej, z której aż 70 procent może się poszczycić posiadaniem wyższego wykształcenia, co stanowi najwyższy wskaźnik w całym Wojsku Polskim.
      Wróćmy jednak do samych promocji. Dokonywali jej na przestrzeni minionych lat przełożeni wysokiego szczebla, m. in. minister Obrony Narodowej Marszałek Polski Michał Rola-Zymierski, I zastępca ministra Obrony Narodowej gen. broni Józef Urbanowicz, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. broni Florian Siwicki oraz dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Ludwik Janczyszyn. Co roku w uroczystościach promocyjnych uczestniczą szerokie rzesze społeczeństwa" nie tylko z Wybrzeża, ale i z głębi kraju oraz przedstawiciele władz politycznych i administracyjnych województwa gdańskiego, a także dowódcy sojuszniczych flot - dwukrotnie odznaczonej Orderem Czerwonego Sztandaru Floty Bałtyckiej ZSRR i Ludowej Marynarki NRD.
Od pewnego czasu ukształtowała się piękna tradycja mianowania absolwentów WSMW na pierwszy stopień oficerski na pokładzie jednego z okrętów. Przeważnie jest nim niszczyciel rakietowy "Warszawa". Na nim odbyła się promocja w roku u-biegłym, na nim też będzie miała ona miejsce w dniu dzisiejszym. Niszczyciel zacumuje przy nabrzeżu Obrońców Westerplatte, na którym zgromadzą się licznie rodziny bohaterów tego wydarzenia, aby wspólnie z nimi dzielić ich radość w tej podniosłej chwili.

Warto tu z pewnością przypomnieć, że nie po raz pierwszy promocja odbędzie się na Westerplatte - w tym drogim pamięci każdego Polaka miejscu. Pierwszy raz odbyła się ona tutaj w 1973 r., w 30 rocznicę powstania ludowego Wojska Polskiego.

      Chwilę promocji pamięta się przez całe życie. Jest to bowiem niezwykle ważny, przełomowy moment dla każdego, kto wybrał sobie niełatwy, lecz zaszczytny zawód oficera. Z dotknięciem szabli promującego kończy się etap przygotowawczy do tego zawodu. Na ramiona wraz z zaszczytem spada odpowiedzialność za podległych ludzi, sprzęt i u zbrojenie. Zaczyna się nowy, trudny, lecz na pewno niezwykle ciekawy okres życia, wymagający od młodych oficerów samozaparcia, zaangażowania i zamiłowania do służby na morzu, Serdecznie gratulujemy nowo promowanym oficerom i życzymy im wielu sukcesów i satysfakcji w służbie oraz wszelkiej pomyślności w życiu osobistym. Ślemy także serdeczne gratulacje najmłodszym uczestnikom dzisiejszej uroczystości - podchorążym i kadetom, którzy składać będą wojskową przysięgę.

kmdr  por.  Wł. RADZISZEWSKI
NA ZDJĘCIACH: l - Dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Ludwik Janczyszyn dokonuje promocji absolwentów WSMW na pokładzie ORP "Warszawa" w 1976 r.  2 - A oto pierwsza w dziejach ludowej Marynarki Wojennej promocja absolwentów Oficerskiej Szkoły Marynarki , Wojennej, dokonana w 1949 r. przez ówczesnego ministra Obrony Narodowej Marszałka Polski Michała Rolę - Żymierskiego.

 Foto: W. Telesz i archiwum DMW.

Nowe zastępy chorążych

W ubiegłą niedzielę, 11 września br., w porcie wojennym w Gdyni - Oksywiu odbyła się uroczysta promocja absolwentów Szkoły Chorążych Marynarki Wojennej.
      Promocji dokonał dowódca Marynarki Wojennej, wiceadmirał Ludwik Janczyszyn. Na uroczystość przybył również m. in. komendant Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej im. Bohaterów Westerplatte w Gdyni, kontradmirał dr Witold Gliński i jego zastępcy oraz kadra WSMW.
      Na długo przed rozpoczęciem uroczystości, w pobliżu burty okrętu szkolnego ORP "Gryf". stojącego w pełnej gali banderowej, zaczęły zbierać się rodziny i najbliżsi "bohaterów" dzisiejszego dnia. Świąteczne stroje, tu i ówdzie kwiaty - nastrój wyczekiwania na rozpoczęcie uroczystości.

Wreszcie w oddali ujrzeliśmy wspaniale wyrównane szeregi maszerujących pododdziałów Szkoły Chorążych Marynarki Wojennej. Przed pocztem z roz winiętym sztandarem przyprowadził kolumnę komendant Szkoły Chorążych, kmdr por. Kazimierz Suchocki.

      Pododdziały zatrzymały się przy nabrzeżu. Po komendzie "prezentuj broń" i "na prawo patrz" poczet sztandarowy wszedł na pokład okrętu, za nim weszli na okręt kadeci. Orkiestra zajęła miejsce na spardeku dziobowym.
      Wkrótce przybył komendant WSMW, a potem świsty trapowe oznajmiły wejście na pokład "Gryfa" dowódcy Marynarki Wojennej.
      Wiceadmirał Ludwik Janczyszyn przyjął meldunki i przywitał się z pododdziałami. Odczytano rozkaz promocyjny.
      Jako pierwsi promowani zostali: tegoroczny prymus Szkoły Chorążych Marynarki Wojennej, chór. mar. Marian Kozłowski.

Przybył on do szkoły jako podoficer zawodowy. Przez cały okres nauki należał do kursantów przodujących w wyszkoleniu i dyscyplinie. Bardzo dobrze wywiązywał się również z obowiązków starszego kursu. Jego postawa była zawsze przykładem dla pozostałych kursantów i kadetów. Wraz z nim wystąpił do promocji . chor. mar. Władysław Płoszczyca, który ukończył szkołę z II lokatą. Okazałsię najlepszym w gronie kadetów, którzy do szkoły przybyli z cywila. W trakcie nauki za" swoje wysokie wyniki otrzymał brązową i srebrną odznakę "Wzorowy Marynarz". Zdobył również srebrną Wojskową Odznakę Sprawności Fizycznej. Z III lokatą ukończył szkołę mł. chor. mar. Sławomir Bartoszuk, z czwartą zaś - chor. mar. Andrzej Kaczor.

Po uroczystości, nowo promowani zdjęli zakrywające galony szarfy oraz założyli sznury galowe i kordziki, które przed chwilą otrzymali z rąk promującego - dowódcy Marynarki Wojennej.

      Po przemówieniu dowódca MW złożył wszystkim absolwentom serdeczne gratulacje w związku z pomyślnym zakończeniem nauki. Życzył również pomyślności i dużo zdrowia, zaś rodzinom i najbliższym młodych chorążych złożył gratulacje i podziękowania. - Szczególne wyrazy uznania - powiedział między innymi Admirał - należą się Waszym matkom, które wiele trudu i wysiłku włożyły w wychowanie Was na dzielnych synów.
      Po zakończeniu uroczystej promocji rozległy się świsty trapowe, które zwróciły uwagę wszystkich: były to pierwsze świsty, które otrzymali nowo promowani chorążowie w czasie schodzenia z trapu ORP "Gryf".

      Następnie w Garnizonowym Klubie na Oksywiu odbyło się spotkanie absolwentów i ich rodzin oraz najbliższych z dowódcą Marynarki Wojennej.
- Ze szkoły wynieśliście określony zapas wiedzy - powiedział m. in. w czasie spotkania wiceadmirał Ludwik Janczyszyn.. - Po przybyciu do jednostek będziecie się nią dzielić z innymi. W naszych warunkach szczególny nacisk kładziemy na stan moralno - polityczny. Chcemy, aby każdy, służący w naszych szeregach, w tym trudnym i niełatwym zawodzie żołnierza, był człowiekiem świadomym. Człowiek taki nie wymaga bezwzględnego nadzoru, ciągłych nakazów i zakazów: każdy potrafi rozliczyć się ze swej działalności ze sobą samym, z własnym sumieniem.
      Na zakończenie dowódca MW podziękował tym wszystkim, którzy przyczynili się do ukończenia przez absolwentów nauki oraz stworzyli im do niej odpowiednie warunki.
      W serdecznej, ciepłej atmosferze przebiegło to spotkanie. Były to ostatnie chwile, kiedy absolwenci promocji 1977 mogli być wszyscy razem. Niedługo rozpoczną nowe, samodzielne życie. Zaczną "pisać" nowy rozdział swoich indywidualnych historii.
      Im wszystkim, oraz Ich rodzinom, Redakcja "Bandery" składa najserdeczniejsze gratulacje i życzenia wszelkiej pomyślności. A.K.

POCZTÓWKA Z GREENWICH

Z wizyty okrętów w Anglii

Pod murami Royal Naval College w Greenwich czekamy dobre pół godziny. Ale daleko od bramy głównej otwierającej trakt do zabudowań Królewskiej Akademii Marynarki Wojennej. Przystanęliśmy w bliskości parkingu. Nasz przewodnik pani Danuta Sobiesiak pobiegła do college'u. Chociaż jesteśmy umówieni nikt na nas nie czeka. W kwadrans potem wraca w towarzystwie oschłego i nieco flegmatycznego oficera Royal Navy. Autokar rusza. Przeciskamy się wąskimi uliczkami słynnej londyńskiej dzielnicy Greenwich, znanej głównie z Akademii i Królewskiego Obserwatorium Astronomicznego oraz tego, że przez nią przebiega umowna linia wyznaczająca południk zerowy. Tu także stoi w suchym doku "Cutty Sark"... Londyńczycy i rodowici Anglicy mogliby wymienić jeszcze setkę innych atrakcji, na które można natknąć się w czasie turystycznej penetracji dzielnicy, ale my zdajemy się w naszych wędrówkach całkowicie na porucznika Royal Navy F. Barbera, który jak przypuszczamy będzie chciał jak na j solidnie j zaprezentować swoje podwórko... Ale szybko zmieniamy zdanie, bo jak się okazuje, angielski oficer wcale nie jest taki wylewny...
Patrzy na nas historia. Chociaż wcale nie tak odległa, bo z dawnych śladów bytności królów angielskich rezydujących tu w XV wieku pozostały przeważnie nietknięte tylko fundamenty, na których rozrosły się już potem budowle sir Christophera Wrena, który w architekturze Londynu dokonał niemal rewolucyjnych przeobrażeń. Sir Wren zaprojektował katedrę św. Pawła w Londynie, rozbudował siedziby królewskie w Hampton Court, Windsorze... Był autorem projektów kilku setek budowli londyńskich. A w Greenwich postawił obecny kompleks college'u Marynarki Wojennej oraz Flamsteed House, niepodzielnie królujący od 1675 roku ze wzgórza, niewielki pałacyk z czerwonej cegły dla pierwszego królewskiego obserwatorium astronomicznego. Są tu też inne budowle jego projektu, ale o mniejszym już znaczeniu.

      Do Greenwich w środku lata jechać nie warto. Autokar z trudnością manewruje w ciasnych uliczkach. Ale jakoś docieramy na szkolny dziedziniec. Turystyczny gwar ucichł wraz zzamknięciem okazałej bramy. Porucznik Barber mówi o historii szkoły patrząc się nie na nas, lecz ponad naszymi czapkami, gdzieś na pośniedziałe kopuły wrenowskiego projektu, zdobiące bliźniaczo podobne budynki college`u. Tu, gdzie dziś mieści się akademia, jeszcze w XVIII wieku mieścił się Royal Hospital - szpital królewski. Stając frontem przed centralnymi zabudowaniami z lewej ma się Royal Naval College Chapel - czyli kaplice, a z prawej Painted Hali, będący dzisiaj stołówką dla wkuwających tutaj wojennomorskie subtelności oficerów Royal Navy...

Ale ani marynarzy, ani oficerów marynarki wojennej poza naszym Barber'em nie widać. Więc nie mamy okazji zobaczyć ich w codziennym procesie szkolenia. Tak, że zdajemy się całkowicie na wyobraźnię. Porucznik Barber, zanim znikniemy we wnętrzu przyszkolnej kaplicy, dodaje jeszcze, że tu w murach uczelni kształci się głównie ofi­erów - mechaników z okrętów podwodnych i oficerów sztabu...
Po kamiennych płytach wiodących do kaplicy wchodzimy do środka. Barber przystaje na chwilę. Unosi głowę spoglądając po ścianach rotundy, którą u szczytu wieńczy hełm kopuły. Wskazuje też sarkofag pod ścianą. Tu spoczywają prochy dowódcy okrętu "Yictory". I o tym więcej nie mówi, sądząc, że domyślay się doskonale o kogo chodzi... Kaplica, jak kaplica. Ale Barber zaznacza, że jest w kolorze pastelowym, co było odkrywcze w 1742, kiedy ją budowano. Rzeźby, obrazy, marmurowe kolumny i nad ołtarzem olbrzymi obraz Beniamina Westa przedstawiający scenę antyczną z grecką boginią Ateną... Barber mówi jeszcze, że tu w okresie nauki msze odbywają się regularnie. Zostawiamy w kontemplacji kilku turystów, którzy tu zawędrowali, bowiem podwoje college'u w okresie letnim udostępnione są też do zwiedzania. Przechodzimy do stołówki. Lecz gdyby nie to, że Barber nam powiedział wcześniej, że jest to stołówka, długo zastanawialibyśmy się nad przeznaczeniem" rozległego hallu, wyglądającego podobnie jak marynarska kaplica za przybytkiem religijnego kultu... Zatrzymujemy się u progów elżbietańskiej stołówki. Z plafonu malowanego na suficie spoglądają na nas antyczne postacie. Tu w części głównej hallu .spożywają posiłki akademicy. Kilka stopni wyżej, w głębi zasiada kadra uczelni i elita. U wejścia do stołówki, przy kolacji, zawsze przygrywa szkolna kapela...

      To wszystko co zobaczyliśmy w Royal Naval College. Chociaż Barber chciałby pokazać nam więcej, ale otrzymał jakiś rozkaz, by poprowadzić nas tylko tam, gdzie byliśmy. Żadnych innych pomieszczeń szkoły pokazać nie może... Więc już za bramą szkoły idziemy nad brzeg Tamizy. Tam w suchym doku stoi kliper herbaciany "Cutty Sark", jeden z sześciu najszybszych XIX - wiecznych żaglowców świata. Tłok u wejścia solidny. Tłumy turystów cisną się do niewielkiego włazu w burcie. Dziś "Cutty Sark" jest okrętem - muzeum z ekspozycją galionów, sprzętu marynarskiego, portretów słynnych dowódców okrętów żaglowych, wystawą modeli żaglowców. Zła wentylacja i zaduch. Z ulgą schodzimy po trapie na ulicę. Obok klipra, jacht Chichestera "Gipsy Moth", a między nimi, na placyku, lokalny zespół folklorystyczny przed przypadkową publicznością prezentuje trochę dychawiczny program...

      Wsiadamy W autokar i krętymi uliczkami pniemy się pod górę, na szczyt wzgórza, gdzie mieści się Flamsteed House - stare królewskie obserwatorium ufundowane przez króla Karola II w 1675 roku. Stąd mamy doskonały widok na Londyn...

por. mar. St. K1ERZKOWSKI
Foto - autor
Na zdjęciach: 1 - Spacer po Greenwich. W głębi kliper "Cutty Sark". 2 - Na ulicach w Greenwich. 3 - Marynarze Polscy na pokładzie klipra herbacianego "Cutty Sark" w Greenwich