Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 07.II.1977r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 07.II.1977r.

Przychodzą z pracy, zdejmują mundury, wkładają wygodne kapcie, zasiadają do książek, te­lewizora, włączają radio lub magnetofon, uczą się, wykonują :zwyczajne, codzienne czynności. Po prostu... jak w domu. Tęsknią do tego swojego kąta, dającego im wytchnienie po trudach dnia. Niektórzy powiedzą: Też mi dom, to przecież tylko internat. Jednak dla jego mieszkańców jest on właśnie domem.
Jednego z lokatorów internatu zapytałam:
-  Jak  się  tu  żyje?
- Znakomicie. O wszystkie sprawy martwi się za nas kierowniczka. Wszędzie czysto, ciepło... Czy może być lepiej kawalerowi? Wprowadzając się do internatu myślałem po prostu o nim, jako o mieszkaniu przejściowym, ale człowiek jak kot, przywiązuje się do swojego kąta....

zdjęcie: Hodowla kwiatów to wspólne hobby bosm. Janusza Bobińskiego i  bosm. Tadeusza Morzyńskiego

Internat - dom

W internacie mieszka około 200 lokatorów w 90 pokojach, każdy z nich o powierzchni 10,5 m kw., taki sam rozkład, takie same wyposażenie. Niewielki korytarzyk prowadzący do pokoju, w nim wnęka oddzielająca kolorową zasłonką umywalnię i podręczną szafkę gospodarską. Na przeciwległej ścianie duża, wmontowana na stałe szafa dwudzielna z pawlaczem. Pokoiki wyposażone są skromnie: dwa łóżka, kwadratowy stolik, krzesła, etażerka, a w oknach firanki i kolorowe lambrekiny.
Choć pokoje są identyczne, w każdym z nich dostrzec można odmienne upodobania jego mieszkańców. Na matach słomianych zdjęcia osób bliskich, nierzadko zdobiące pokój rośliny doniczkowe, własne telewizory, magnetofony i wiele innych przedmiotów i drobiazgów świadczących o prawdziwym za­domowieniu się.

      Internatowi mieszkańcy wspólnie korzystają ze świetlicy - sali telewizyjnej, z pokoju gospodarczego, stanowiącego namiastkę kuchni, także z pralni i suszarni oraz pryszniców. Na specjalną okazję, na przykład imieniny, można "wypożyczyć" pokoje gościnne.
Wszyscy się tu znają, lubią, szanują wzajemnie. Łączy ich marynarska służba i... miejsce zamieszkania w internacie. W internacie przeważnie mieszkają osoby samotne (ale jest także siedem małżeństw). Oczekują oni na własne, pierwsze mieszkanie.

      Do internatu wprowadzał się, kiedy pachniało tu jeszcze farbą i lakierem, bosm. Janusz Bobiński. Jest jednym z pierwszych lokatorów tego domu. Dopiero później zamieszkał wraz z nim bosm. Tadeusz Morzyński. Obaj pełnią służbę na ORP "Warszawa". W ich pokoiku zielono, sympatycznie. Obaj lubią kwiaty i mają sporą kolekcję doniczkowych roślin wysokopiennych. Ściany zdobią także wypalanki w drzewie, do których ma szczególne predyspozycje bosman Morzyński. Tak się złożyło, że mają wiele spraw, które ich łączą. Pierwsza - to okręt. Problemy nie kończą się przecież w momencie opuszczenia trapu, często dyskusje toczą się długo w nocy.

      Już za kilka dni każdy z nich otrzyma własne M-2. Właśnie powrócili z kolejnych oględzin nowego mieszkania. Bosm. Bobiński zamieszka na czwartym piętrze, bosm. Morzyński na pierwszym. Będą więc sąsiadami. Nowe mieszkanie, jak mi powiedzieli, to duża radość, ale i... internatu również trochę żal.

Zapytałam kierowniczkę internatu, panią Janinę Łapik, co zmieniłaby, gdyby to od niej zależało?
- Marzeń mam sporo, możliwości trochę mniej - odpowiedziała kierowniczka. Myślę, że w internacie pokoje powinny być jednoosobowe. Każdy pokój wyposażyłabym w ładniejsze chodniczki, może zwiększyłabym ilość półek na książki, po prostu podwyższyłabym standard wyposażenia. Mieszkańcy internatu narzekali na brak odpowiedniej ilości telefonów; sprawę tę uda nam się w najbliższym czasie rozwiązać. W tym roku przeprowadzony zostanie generalny remont budynku. Będzie się z pewnością wówczas lepiej mieszkało. W przyszłości obok tego internatu powstanie drugi. Zrealizują się więc marzenia o jednoosobowych pokojach. Rozmawiając z mieszkańcami, usłyszałam wiele komplementów pod adresem kierowniczki internatu...
- Cieszy mnie to - odpowiada pani J. Łapik. - Mogą się pochwalić, że w 1974 roku zajęliśmy II miejsce w konkursie organizowanym na szczeblu Pomorskiego Okręgu Wojskowego. Najważniejsze naszym zdaniem jest stworzyć dobre warunki mieszkaniowe, ciepły klimat i atmosferę życzliwości. O ile się nam to udaje, mamy satysfakcję.
- Na pewno się udaje. Świadczą o tym także wpisy w książce życzeń i zażaleń, którą przeglądałam. Pod jednym z nich podpisał się kmdr ppor. Wiesław Cześnicz. Napisał on: "Opuszczając internat po przeszło rocznym pobycie, pragnę podziękować pani kierowniczce i całemu personelowi za życzliwość i miłą atmosferę. Życzę sukcesów w pracy i szczęścia w życiu osobistym". Dla komandora, jak i innych lokatorów, internat był po prostu domem...

Urszula  CZAJKOWSKA