Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 05.VIII.1973r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 05.VIII.1973r.

Bój o czyste niebo

Napisał - kmdr ppor. FRANCISZEK CZERSKI FOTO - st. bosm. KAZIMIERZ GOSZ

Mijało gorące, bezwietrzne południe. Słońce prażyło niemiłosiernie pokład. Temperatura powietrza dochodziła do +30° Celsjusza. Mimo spiekoty ludzie działali jednak bardzo sprawnie.
      Dział obserwacji technicznej przy pomocy skomplikowanych urządzeń ustalał sytuację nawodną i powietrzną. Spokojne morze sprzyjało pracy; było równiutkie, jak lustro.
Okręt szedł dużą prędkością. Niebawem na dalekim horyzoncie zarysowały się sylwetki okrętów ochrony...

SZYBKO zbliżamy się do rejonu strzelania. Obserwatorzy wzmagają obserwację wypatrując samolotów, które na dużej, niewidocznej gołym okiem wysokości zrzucą cel.
      Wśród załogi wzrasta napięcie. Dowódca działu artyleryjsko - rakietowego kpt. mar. Jerzy Wójcik spokojnie kieruje działaniem ludzi. Niektórzy marynarze i podoficerowie po raz pierwszy przeżywają - strzelanie rakietowe. To strzelanie jest uwieńczeniem ich trudu, wielu, wielu ćwiczeń i treningów. Spokój i opanowanie dowódcy działu kpt. Wojaka udziela się jego podwładnym. Znają go dobrze marynarze, podoficerowie i oficerowie. To on przecież z powodzeniem wykonywał kilkakrotnie strzelania rakietowe na MOR-ach.
      Tymczasem z pomostu bojowego rozbrzmiewają wyraźnie komendy: - Alarm powietrzny... Cel powietrzny... Namiar 270... Odległość... Zniszczyć cel..!

Skupiony w sobie kpt. Wójcik podaje z kolei polecenie dla dowódcy baterii:
- Przyjąć wskazanie celu...!

      Błyskawicznie pracują urządzenia elektronowe obliczające dane... Na wyrzutni pojawiają się smukłe rakiety. Gdzieś wysoko na niebie, niewidzialny dla oka, leci samolot. Od okrętu dzieli go wiele, wiele 'kilometrów. Z wielką uwagą por. mar. Kazimierz Synawa - dowódca baterii, śledzi przebieg pracy urządzeń.

      Mknąc z wielką szybkością rakieta niknie z oczu. Na czystym błękicie przestworzy pozostaje tylko smuga dymu. Rakieta trafiła w cel! Na okręcie radość ogromna. Załoga odniosła jeszcze jeden sukces.

      Okręt zmienia kurs, kieruje się w stronę macierzystego portu. Dowódca okrętu składa gratulacje załodze. Swoim podwładnym dziękuje też dowódca działu artyleryjskiego kpt. mar. Jerzy Wójcik. Ceni sobie ten oficer sumienną pracę podkomendnych, którzy z takim poświęceniem, pomimo nieznośnego upału, zadanie wykonali na celująco.

Kapitan, świetny specjalista, rozpoczął swoją karierę marynarską 13 lat temu wstępując - jako młody chłopiec - na Wydział Pokładowy WSMW. Po dwóch latach, jako jeden z najpilniejszych słuchaczy, został skierowany na studia do Związku Radzieckiego, gdzie ukończył uczelnię specjalizującą się w broni rakietowe - artyleryjskiej.

- Mieszkałem pod Lublinem... To, że rozpocząłem służbę w Marynarce Wojennej - wspomina w uśmiechem - wszystkiemu jest winien miesięcznik "Morze", którego byłem wiernym czytelnikiem od pierwszej klasy szkoły średniej. Czytałem w nim wiele o dalekich podróżach marynarzy floty handlowej. Mnie jednak podobała się Marynarka Wojenna, a przede wszystkim jej siła bojowa. Nie zawiodłem się. Od czasu ukończenia studiów pełnię służbę na okrętach, które dysponują dużą siłą ognia. To daje mi wielką satysfakcję i zadowolenie. Strzelania rakietowe są niezwykle emocjonujące, nawet dla najbardziej doświadczonego dowódcy. Na każde strzelanie patrzy nie tylko załoga okrętu, ale oficerowie sztabu, a często się zdarza, że i oficerowie zaprzyjaźnionej Floty Bałtyckiej ZSRR lub Ludowej Marynarki NRD.

Ale powróćmy do strzelania... To, że rakieta trafiła w cel, jest m. in. zasługą por. mar. Kazimierza Synawy, dowódcy baterii rakietowej. Ten bardzo dobry oficer - specjalista przez cały czas strzelania czujnie śledził pracę swoich podwładnych, którzy w całej pełni wywiązywali się z zadania. Por. Synawa to nie tylko doskonały dowódca ale i aktywny społecznik. Na okręcie pełni funkcję sekretarza podstawowej organizacji partyjnej.

Zgrany kolektyw znajduje się w tej baterii. Wiele dobrego można powiedzieć o st. bosm. sztab. Aleksandrze Sikorskłm,
który z wielką starannością pielęgnują skomplikowany sprzęt. On drobiazgowo przygotowuje cały skomplikowany proces strzelania, on śledzi rakietę od momen­tu startu...Pamiętać trzeba, że trudność polega na tym, iż okręt idzie z dużą prędkością, a i cel niknie bardzo wysoko. Obserwuje się napięcie, które ludzie potrafią ukryć, skupiając całą uwagę na wykonaniu zadania.

Wiele słów uznania skierować należy pod adresem operatorów, którzy pracuą na drogocennym sprzęcie. St. mar. Jan Garus obsługuje wskaźnik w stacji radiolokacyjnej. Widzi całą sytuację nawodną i powietrzną. Od tego marynarza zależy szybkie wykrycie celu. Odpowiedzialną i ważną ma funkcję na okręcie. Wyróżniając tego specjalistę nie sposób pominąć takich jego kolegów, jak: st. mar. Władysław Olesiński - posiadacz odznaki "Wzorowego" II stopnia, specjalista II klasy. Wiele dobrego można powiedzieć również o st. mar. Ryszardzie Kamińskim, st. mar. Jerzym Iwaniuku i st. mar. Janie Słomińskim...

To że operatorzy mogą wykonać swoje zadanie wiele zależy od sumiennej pracy st. mar. Andrzeja Fałaty, który przygotowuje rakiety do startu. To on czyni ostatnie przygotowanie podłączając złącza, zapłonników. Jest to czynność bardzo odpowiedzialna. Jak zawsze tak i teraz marynarz ów wywiązał się ze swego zadania wzorowo.
      Do tradycji weszło na okręcie, że każda z rakiet otrzymuje imię. Na jednej z nich, zapewne ręką st. mar. Andrzeja Fałaty, wypisane zostało imię - "Barbara". Ta rakieta trafiła w cel. "Barbara" okazała się szczęśliwa.

      Można by wyróżniać jeszcze wielu marynarzy tego działu. Nie sposób jednak wyliczać wszystkich. Wystarczy gdy powiem, że dział jest naprawdę przodujący. 45 procent ludzi to posiadacze odznak "WM", 60 procent legitymuje się klasami, ponad 45 procent było wielokrotnie wyróżnianych.

      Okręt, a szczególnie załogadziału artyleryjskiego, była wielokrotnie wyróżniana przez dowództwo. Kpt. mar. Jerzy Wójcik za wzorowe wykonywanie strzelań otrzymał nagrodę od ministra Obrony Narodowej. W tym roku powtórzył sukces i znów zasłużył na nagrodę.

Pracę baterii rakietowych na okręcie podziwiało wielu wyższych dowódców. Okręt odwiedzili również niedawno - w towarzystwie ministra Obrony Narodowej, gen. broni Wojciecha Jaruzelskiego - I sekretarz KC PZPR Edward Gierek oraz premier Piotr Jaroszewicz. I oni podziwiali sprawne wykonywanie przez załogę jej zadań na morzu.

      Kpt. mar. Jerzy Wójcik jest wymagający w stosunku i do siebie i do podwładnych. Cenią go przełożeni, podziwiają podwładni... Od 10 lat w czasie największych mrozów kąpie się wśród kry. Jak sam stwierdza, taka kąpiel nie szkodzi zdrowiu, a wręcz przeciwnie - wpływa na dobre samopoczucie i pomaga znosić wszelkie trudy służby morskiej.

      Przed załogą działu artyleryjskiego stanęły nowe zadania. Jak już wspomniałem, 60 procent ludzi to klasowi specjaliści. W ostatnim czasie na okręt przybyło wielu młodych marynarzy, których trzeba przygotować do kolejnych strzelań. Żmudna i długa jest to praca, ale kpt. mar. Jerzy Wójcik oraz współpracujący z nim oficerowie i podoficerowie, a także wszyscy marynarze - klasowi specjaliści wywiążą się jak zawsze z tego zadania. Następne strzelanie odbędą już młodzi - dobrze przygotowani.

      I znów poszybują rakiety do celu i znów toczyć się będzie bój o czyste niebo. Patrząc na prace tych ludzi, na ich wysoki poziom wyszkolenia, można mieć pewność, że niebo będzie zawsze czyste!

Na zdjęciach: 1 - Kpt. mar. Jerzy Wójcik i operator radiolokacji st. mar. Jan Garus śledzą sytuację nawodną i powietrzną. 2 - st. mar. Zdzisław Wencław pełni na okręcie funkcję drenażysty i m.in. obsługuje stacyjkę pary bytowej. 3 - St. mar. Wiesław Linowski przygotowuje wyrzutnię do boju. 4 - Operatorzy systemu kierowania strzelaniem st. mar. Jerzy Iwaniuk i st. mar. Jan Słomiński w czasie śledzenia celu. 5 - st. bsm. Sztab. Aleksander >Sikorski omawia z podwładnymi przebieg wykonanego zadania.